Dubaniowski vJesień – co wynika z kalendarza historycznego – jest czasem organizacji w Gminie Zakliczyn uroczystości rocznicowo – patriotycznych. W 2022 roku rozpoczęły się one 11 września od uroczystości „75. rocznicy śmierci mjra Jana Dubaniowskiego „Salwy” w Rudzie Kameralnej. Gościem specjalnym wydarzenia była córka Majora, Maria Dubaniowska – Guzdek.
Jak doszło do śmierci kapitana Jana Dubaniowskiego „Salwy”, który kilka lat temu pośmiertnie został awansowany do stopnia majora ? Aby to przybliżyć, skorzystam z artykułu zamieszczone na stronie IPN pod tytułem - Kpt. Jan Dubaniowski „Salwa” i Oddział Partyzancki „Żandarmeria.”

Oto fragment dotyczący ostatnich tygodni życia mjra Jana Dubaniowskiego „Salwy”:

W sierpniu 1947 r. w Kłaju (pow. bocheński) „Salwa” wraz z kilkoma dawnymi podkomendnymi stworzył oddział, który kontynuował działalność zbrojną. Według UB, w jego składzie oprócz Dubaniowskiego , jako dowódcy, znalazło się jeszcze sześć osób: Eugeniusz Gałat „Sęp” (z-ca dowódcy), Władysław Migdał „Ordon”, Józef Garścia „Zryw”, Zdzisław Konieczny „Ryszard”, Kazimierz Trzecki Ostoja”, Władysław Niemiec „Grab”.
W zmienionych warunkach politycznych i militarnych była to raczej grupa przetrwania niż oddział partyzancki. Pierwszorzędną potrzebą oddziału było zgromadzenie zapasów, które pozwoliłyby przetrwać zimę. Jak dotychczas prowadzono akcje rekwizycyjne przede wszystkim w sklepach i instytucjach państwowych. Jednak warunki działalności były o wiele trudniejsze niż przed rokiem 1947. Przede wszystkim UB było już strukturą silną, dysponującą o wiele liczniejszą siecią agentów i informatorów oraz w pełni kontrolowało sytuacje w terenie. Standardowa taktyka partyzancka polegająca na nieustannych zmianach miejsca pobytu oddziału okazywała się niewystarczająca. „Salwa” podjął więc decyzję przesunięcia grupy w bardziej sprzyjające partyzantce górzyste tereny Beskidu Sądeckiego.
Przemarsz w tamten rejon rozpoczęto w ostatniej dekadzie września 1947 r. 26 września partyzanci zatrzymali się na melinie w miejscowości Ruda Kameralna w gospodarstwie Jana Rysia. Partyzanci kwaterowali tam w porozumieniu z sołtysem Franciszkiem Zabrzańskim, z którym dla ochrony gospodarzy przed konfidentami i represjami UB ustalono kiedy i w jaki sposób zostanie złożony meldunek o partyzantach na milicji.
Jednocześnie „Salwa” chciał wykorzystać pobyt w okolicach przelotowej drogi Brzesko – Nowy Sącz dla dokonania kolejnych konfiskat. 27 IX 1947 r. dwaj jego podkomendni ustawili na trasie posterunek, który kontrolował przejeżdżające pojazdy i ich pasażerów. Osoby prywatne po kontroli puszczali wolno. Poszukiwali towarów albo funduszy państwowych. Cel zrealizowali, kiedy zatrzymali ciężarówkę, którą jechał Stanisław Fijałek, kierownik skupu owoców Spółdzielni Rolniczo-Handlowej z Nowego Sącza. Partyzanci skonfiskowali 286 tys. zł. państwowych pieniędzy, a kierownika i pasażerów puszczono wolno.
Już sama akcja była dużą nieostrożnością. Popełniono także kolejne błędy. Partyzanci zamiast szybko dokonać zmiany miejsca przebywania, wrócili na kwaterę oddziału. W tym czasie Fijałek na posterunku MO w Zakliczynie złożył doniesienie o stracie przewożonej przez niego kwoty. Szybko zaalarmowane PUBP w Brzesku jeszcze tego samego dnia zorganizowało akcję pościgową i z miejsca zdarzenia ubowcy dojechali do najbliższej wsi – Rudy Kameralnej.
Tam łatwo odnaleźli kwaterę partyzantów. Doszło do starcia, w wyniku którego poległ dowódca oddziału Jan Dubaniowski „Salwa”. Pozostali zdołali się wycofać pod ostrzałem i powrócili w okolice Kłaja.
Major Jan Dubaniowski jako jeden z nielicznych dowódców antykomunistycznego podziemia posiada swój grób. Został pochowany na cmentarzu parafialnym w Zakliczynie. Jest to miejsce jak najbardziej godne tego dowódcy - spoczywają na nim m.in. żołnierze z okresu I wojny (235 mogił pojedynczych i 2 zbiorowe), żołnierze 38 pułku piechoty WP z kampanii wrześniowej 1939 r. oraz mjr Kazimierz Bojarski „Kuba” z I pułku piechoty Legionów Polskich z 1914 r. Grób kpt. Dubaniowskiego „Salwy” można odnaleźć idąc wzdłuż cmentarza wojennego od strony bocznego wejścia po prawej stronie na skrzyżowaniu alejek.”

 

Jamna 1125 września w Jamnej odbędzie się uroczystość związana z 78. rocznicą pacyfikacji Jamnej i partyzanckiej bitwy batalionu „Barbara” 16 p.p. AK. Przeżycia mieszkańców Jamnej z tamtych okrutnych dni zebrał i opublikował Maciej Kozłowski, w 30 rocznicę bitwy i zostały one opublikowane w czasopiśmie “Wieści” nr 41 z 13 października 1974 roku. Oto krótki cytat:

 

“W piwnicy u Potoka ze dwudziestu ludzi siedziało. Więc jak przyszli i zobaczyli, to zaraz zaczęli krzyczeć: “Wychodzić. Wychodzić”. Pierwsza wyszło Potokowa z rocznym synkiem na ręku. położyli ją zaraz na progu, serią z automatu. tak samo Marię Stanuch, która też wyszła z małym dzieckiem. Dwaj chłopcy od Potoka myśleli, że uda im się przeskoczyć do lasu; nie przebiegli nawet dziesięciu metrów. Ale Niemcy bali się wejść na dół do piwnicy. Jak zobaczyli, że nikt więcej nie wychodzi, to podpalili chlewiki, co stały dookoła. Na dole zrobił się żar nie do wytrzymania, dym gryzł w oczy, jednak stary Potok nie pozwolił nikomu więcej wyjść. Leżeli na podłodze odmawiając litanię. Kiedy i chałupa stanęła w ogniu, Niemcy w końcu odeszli. Wtedy stary kazał wychodzić po jednemu, skakać przez płomienie i biec na dół lasu poparzeni, na wpół uduszeni, dotarli do zbawczych zarośli. Byli uratowani. Tymczasem Niemcy szaleli już w całej wsi. Mszcząc się za przegraną bitwę podpalali dom za domem. Gdy ktoś nie chciał wyjść, płonął żywcem, tak jak stara Brończykowa.”

 

 

Wola Stróska 20221 października (wyjątkowo w sobotę, (a nie jak dotychczas w niedzielę) odbędą się w lasach Woli Stróskiej uroczystości 78. rocznicy obławy niemieckich oddziałów na szpitalik partyzancki AK. O wydarzeniach na Mogile wspominał w rozmowie z Pawłem Kubisztalem, Tadeusz Lipski ps. „Bojowiec”, który jeszcze kilka lat temu uczestniczył w uroczystościach rocznicowych w lasach Woli Stróskiej. Oto fragmenty tej rozmowy opublikowanej na stronie www.brzesko.ws :


„ 5. października. Fatalny dzień. Pochmurno, deszcz pada, zimno. To był dzień, który miał dla mnie wielkie znaczenie. Pamiętam, że były rozstawione czujki, ja zszedłem z patrolu, zostałem podmieniony przez któregoś z kolegów, w ziemiance nie było co robić, więc trochę w karty się grało, ktoś polegiwał. Było po południu, dzień był już dosyć krótki, szybko zapadał zmrok, las, chmury, mgła. Jednym słowem, było bardzo nieprzyjemnie.
Jest około piętnastej. ?...?. Na pewno była godzina piętnasta, może piętnasta z minutami, kiedy ktoś koło nas przebiegł z krzykiem:
-Alarm! Niemcy idą! Podejść pod szpitalik!
Ten mój, nazwijmy to bunkier, czy ta ziemianka znajdowała się od szpitalika na dole, tak w metrach to było jakieś 300 może 400 metrów. Kolejna komenda:
Brać ze sobą broń i pod szpitalik!
/.../Nie mam na to tak zwanych twardych dowodów, ale, moim zdaniem, ta cała akcja to była zdrada.
jest mi wiadomo, że Niemcy byli przyprowadzeni przez kobietę, nie znam jej nazwiska, ze wsi Borowa. To była biedna kobieta, której w tym samym dniu patrol partyzancki chciał wziąć jakąś kurę czy coś do jedzenia, bo myśmy w pewnym okresie przymierali głodem na tej Mogile. A tak na marginesie, to pewnego dnia brałem udział w transportowaniu na wzgórze 400 – 500-kilogramowego woła, którego dał nam Śpieszny, właściciel okolicznych majątków i lasów; on należał do AK. Raz przymieraliśmy głodem, a innym razem mogliśmy się choć przez parę dni najeść do syta.

Mówi się, że Niemcy przyszli od strony szpitalika w kierunku na dzisiejszą mogiłę Mossoczego, ale to nieprawda. Oni przyszli z Borowej. Tam prowadziła niedługa stroma ścieżka, tylko pieszo można było iść i wychodziło się prosto na wieś.

Pomijając mgłę, mżawkę, kiepską widoczność, może i dlatego nas zaskoczyli, bo trzeba przyznać, że zaskoczenie było całkowite tym bardziej, że o tej godzinie, że od Borowej. Ranni i chorzy partyzanci przebywający w tym szpitaliku mieli broń, nie wiem czy sprawną, bo Niemcy tę broń zabrali. Kiedy umilkły niemieckie strzały, myśmy chcieli powoli wstać i podejść bliżej, bośmy tak naprawdę nie mieli zielonego pojęcia, czy ten szpitalik się obronił, czy nie. „Mars” zarządził, żeby poczekać, aż sytuacja choć trochę się wyjaśni. Muszę wspomnieć, że w takich momentach cały życiorys staje człowiekowi przed oczyma, w przeciągu kilku sekund przechodzi, ale pamiętam, że gdy „Mars” zakomenderował: Naprzód!, to ja jeszcze tak na moment się zatrzymałem i tylko tak pomyślałem: Boże, jestem młody i chcę żyć, ale jeżeli moje życie ma się przyczynić chociaż odrobinę w jakikolwiek sposób dla dobra Ojczyzny, Narodu, to oddaję życie.

Ponieważ panowała cisza, podeszliśmy jakieś 10 – 15 metrów w kierunku szpitalika. Nagle zobaczyłem mężczyznę uciekającego od strony szpitalika w kierunku, gdzie obecnie stoi pomnik Mossoczego; jakieś 20 metrów przed tym miejscem były dość rozrośnięte krzaki i do nich zmierzał ów mężczyzna. Nie dość dobrze widziałem, ale chyba był ubrany w jakąś taką kurtkę czy pelerynkę, a w prawej ręce miał albo dużą chusteczkę do nosa, albo ręcznik. Ktoś z partyzantów potem mówił, że to było prześcieradło, ale to chyba nie jest teraz takie ważne. Uważał, że mężczyzna krzyczał, iż się poddaje, żeby nie strzelali do niego, ale cały czas uciekał. Mam pytanie: czy gdyby był stanął i z tą chustką, może Niemcy wzięliby go do niewoli? Wątpię, ale może. Natomiast trzymanie białej flagi czy białej szmaty w tym wypadku i do tego uciekanie, no to, moim zdaniem, nie jest poddawanie się.
Nagle słyszymy strzały z broni maszynowej. To strzelają Niemcy. Uciekający schował mi się tymczasem za te krzaki, ale za moment, tak trochę od drugiej strony, widzę jedną czy dwie, bo to się już zacierało przez złą widoczność, postacie, które jeszcze strzelały, a potem podeszły pod krzaki. Przez moment było cicho, a potem jeden, dwa, a może pięć pojedynczych strzałów. To było dobicie, a uciekającym był Władek Mossoczy. Jak się potem okazało, najpierw dostał w nogi. Widać Niemcy chcieli go koniecznie wziąć do niewoli, nie wiedząc, kto to jest i dlatego poszła seria po nogach. Wtedy dopiero zaczął krzyczeć, jak dostał w te nogi i runął na ziemię....”

 

W ramach cyklu uroczystości rocznicowo – patriotycznych w Gminie Zakliczyn zaplanowano łącznie na terenie pięciu miejscowości: Rudy Kameralnej, Jamnej, Woli Stróskiej, Charzewic i Słonej.

 

Tekst z wykorzystaniem źródeł podanych w artykule: Kazimierz Dudzik, plakaty: Stanisław Kusiak